poniedziałek, 28 kwietnia 2025

Nowe w Nów

2 tygodnie Mnie tu nie było 👐 księżyc z Pełni przeistoczył się w Nów, dużo zmian na Farmie Nomadów. Tak wiele, że autentycznie nie dałam rady usiąść do bloga w międzyczasie. Ale nadrobię opowieścią o realizacjach jakie miały miejsce.


Sporo odwiedzin u zaprzyjaźnionej DrHauu, wspaniałej weterynarz w pobliskich Giedajtach. Głównym gościem, pacjentką bywa ostatnio Lunita. Ale tym razem dla odmiany jej starsza koleżanka Salsa. Tu na zdjęciu w asyście Ronji i Tao na wizycie kontrolnej.

Sporo rozmów, porad, wnoszących wiele w hodowlane plany i decyzje. Pani Monika jest specjalistą wysokiej klasy, doświadczoną, z ogromną wiedzą i niezwykłą kulturą. Razem z mężem p.Maćkiem tworzą niezwykły duet, każde spotkanie z Nimi to prawdziwa przyjemność. Relacja ludzka, towarzysząca wizytom gdy zwierzę jest oczywiście głównym bohaterem. My czerpiemy pełnymi garściami z bogactwa w jakie te wizyty obfitują.

Powstała nowa wysoka grządka, tak jak poprzednie, z trzcinowych mat, z drugiej ręki. Mat które po kilkudziesięciu latach pełnienia roli izolujących ścian dwóch domków na starym olsztyńskim osiedlu trafiły na Ziemię Nomadów. Kolejny domek jest właśnie w trakcie remontu i kolejna porcja mat czeka na odbiór na Opolskiej. Nasz bus jest niezwykłym pomocnikiem w kwestii transportu wielkich gabarytów. Przez 5 lat tworzenia siedliska od podstaw dzięki niemu mamy łatwość w wożeniu balotów siana, kubików drewna, mebli z odzysku i tych właśnie potężnych mat trzcinowych. By dać im nowe życie. 

Te dotychczas pozyskane stały się podstawą wysokiej grządki permakulturowej. Na jej wierzchnią część trafiły kartony, obornik owczy, siano, kompost dwuletni i popiół drzewny zbierany całą zimę. Najwyższą warstwę stanowi siano odrzutowe z balotów dla owiec plus ziemia próchnicza z wybiegu owczego. Obficie zlana deszczami, więc bezpieczna dla nasion. Do ciepłej, ogrzanej promieniami wiosennego słońca kopuły trafiły siewki pomidorów wysiane wcześniej i utrzymywane w domowych warunkach. Pomidorki koktailowe, malinowe bawole serca i jedną odmianę klasyczną, znane z warzywniaka „gałązkowe”. Popikowałam do najmniejszych doniczek. Dostałam też już drugi rok z rzędu siewki pomidorów od 97 letniej sąsiadki Mamy z Wrzeszcza. Niesamowita stareńka kobieta, póki sił jej starcza sieje pomidory na wiosnę i obdarowuje nadwyżką wyhodowanych krzaczków.

W kopule przesadziłam też do większych doniczek wysiane w domu buraki, brokuła i kalafiora. Na noce zimne nakrywane są firankami, świetnie sprawdzającymi się jako agrowłóknina z odzysku.


Zbieram ile się da tych przedmiotów z drugiej ręki jak tylko widzę, że mają potencjał i wykorzystuję na wszelakie sposoby. Szczególne umiłowanie mam do tkanin, które zarówno przy roślinach jak i zwierzętach czy ogrodzeniach bywają pomocne. Zwłaszcza długie, choć i te szerokie się super przydają. Te lekkie i te ciężkie, choćby koce, grube pledy wełniane. Kolekcjonuję je na strychu w bananowych kartonach, czekają tam na swój czas. Bo byłoby grzechem powiedzieć „na swe 5 minut”. 

Siedlisko w ogromnym stopniu jest budowane z dóbr, które odżywają na nowo. Oczywiście palety drewniane, tworzące ogrodzenia. Wcześniej zdobyte już jako używane były podestami pod baloty siana. Na zdjęciu powyżej można wypatrzeć stare kafle z rozbiórki pieca i okna z odzysku, może kiedyś beda budulcem na szklarenkę?

Stary barakowóz, drugi jeszcze nie odbudowany, jako szkielet służy za konstrukcję raz dla pomidorów, o nym razem dla desek. Bywa tarasem, zwiewną altaną. Docelowo ma być wozem cygańskim dla letników. Ale na to jeszcze trochę poczeka. 

Gdzie się nie obejrzysz tam używane starocie. Skrzynie ze składu wojskowego, pełniące rolę magazynów warzyw i innych zapasów. Regały i inne meble, w Jurcie ale i na tarasach przydomowych, z tzw. śmietnika, choć częściej ucywilizowanego na grupie „Śmieciarka jedzie” lub od znajomych chętnych oddać cenne meble na gabaryt. Wózki do przewożenia sprzętów, zarówno typowo towarowe jak i te dziecięce. W wiejskim siedlisku okazuje się, że wszystko kiedyś się przyda, a jeśli nie to trafi na śmietnik i może ktoś inny przejmie pałeczkę 😉 Zawsze to wydłużenie życia, każda próba tego upcycklingu cieszy.

Przygarnięte regały zostaną ożywione nowymi kolorami 

Czuję że ten temat pojawił się spontanicznie dla uczczenia Dnia Ziemi który w ostatnim tygodniu był świętowany globalnie.

To taki Nasz rodzinny wkład w mniejsze zanieczyszczanie Ziemi. Produkcją nowego. My odzyskujemy stare i przeistaczamy w nowe. Dbamy o continuum. By jak najdłużej mogło trwać. Zwłaszcza to trudne do recycklingu. Stąd pojawi się czasem u Nas tworzywo sztuczne, choć rzadko, bo nie lubimy się z takimi materiałami. Preferujemy naturalne, przyjazne, bliskie Naturze.

Stąd zamiłowanie do tkanin naturalnych, lnu, konopii, wełny. Do budulców stworzonych przez Naturę, drewna, słomy, siana, trzciny.

Od lat kroczymy ścieżkami przyjaznymi Matce Ziemi i dobrze Nam na nich. Nie zamierzamy zmieniać kierunku. To dobra droga. Polecamy ją i Wam 🫶

Taka Ważna dygresja „ekologiczna” przypłynęła i cieszę się na to bycie w połączeniu z intuicją i dawanie się prowadzić czuciu, wewnętrznemu kompasowi 🧭

Dwa tygodnie minęły i cóż jeszcze się u Nas zadziało? Lunitka weszła na terapię probiotykową po akcji zatrucia. Jest już pełna życia, energii, pomysłów, radości. Cieszy swą szaloną naturą, czasem trzeba przeżyć takie trudne chwile z psem by docenić to co wydaje się na codzień trudne. Inaczej czujemy Ją taką pełną. Ma oczywiście zupełnie inny temperament od MoonRi’sia. Ale bez Lunity takiej swojej, takiej żywiołowej, byłoby nudno 😁

Kolejną rosnącą w mgnieniu oka i rozsiewającą radość wokół jest kończąca dziś 3 tygodnie klaczka. Poświęcę Jej osobny wpis, bo warto dzielić się tym pięknem. 


Przez te 2 tygodnie pastwiska zazieleniły się i owce wyszły na swą pierwszą zieloną trawę. Można więc rzecz, że miał miejsce wiosenny redyk. 

Wiosenny redyk, pierwsza zielona trawa owczego stadka

Nasza jedyna koza kaszmirska zaczęła tracić swój włókienniczy skarb. Ronja pomogła nieco obrać mięciusieńki podszerstek. 

CiniMinis w zimowej szacie
Ronja „obiera” kaszmir

Celebrowaliśmy też tydzień temu WielkaNoc, z mazurkami tradycyjnie w słodkiej roli głównej.

Mazurek z Barankiem
Mazurków moc 👐 rodzinne spotkanie wielkanocne

A na zakończenie wspomnę o podróży weekendowej, która odbyłam z MoonRi właśnie tuż tuż przed chwilą. Wróciliśmy wczoraj wieczorem, w sam Nów Księżyca. Z wyprawy do Wielkopolski. Z pierwszego pasterskiego wydarzenia, organizowanego przez ZKwP. Tego o którym wspominałam w ostatnim wpisie. Mamy z MoonRi za sobą test NHAT. Test predyspozycji pasterskiej. Ale o tym wydarzeniu będzie oddzielny wpis. Póki co uchylę rąbka tajemnicy, było intensywnie i do przodu 👍

MoonRi odznaczony medalem NHAT 


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz