W ostatnią sobotę wybraliśmy się z MoonRi’m na test predyspozycji pasterskiej NHAT. Ochłonęłam już nieco po tym dwudniowym wyjeździe do Wielkopolski i zebrałam siły na relację. Tym razem ze względu na problem z prawym kolanem (pęknięta łękotka) zdecydowałam się podróżować pociągiem, co jak się okazało, wymagało sporo wyrzeczeń.
![]() |
| Pogoda ducha dopisuje |
![]() |
| I na ziemi i niebie też ładna pogoda, jedziemy z wioski do miasta |
![]() |
| Dotarliśmy na dworzec Olsztyn Zachodni |
![]() |
| Ostatnie pakowanie przed przesiadką na pociąg |
![]() |
| MoonRi w sumie chyba zadowolony w aucie ma chorobę lokomocyjną więc pociąg widać mniej stresuje |
![]() |
| Czekamy na pociąg, stacja Olsztyn Zachodni |
![]() |
| Podróż do Poznania |
W Poznaniu mimo potężnego wiatru przeszliśmy się z Jaśminą i MoonRi’m na spacer nad sztuczne jezioro Malta.
![]() |
| Podróż i spacer plus nowe miejsce to dużo emocji, czas spać jutro pobudka o 4 rano |
![]() |
| 4:44 odjazd nocnym busem na poznański dworzec |
![]() |
| Dworzec Poznań Główny, przed wschodem słońca |
![]() |
| Pamiątkowa fotka z industrialną budowlą hali dworcowej |
![]() |
| szukamy peronu |
![]() |
| już w pociągu do Rogoźna, wschodzi słońce |
![]() |
| stacja Rogoźno Wielkopolskie tuz po wschodzie słońca |
![]() |
| na półmetku trasy, zaraz będziemy szukać sposobu na dotarcie do celu |
![]() |
| Bez lilak w Wielkopolsce już kwitnie |
![]() |
| MoonRi rozpromieniony i rozgrzany porannym słońcem Temperatura powietrza kilka kresek powyżej zera |
Pobudek przed świtem, przedzierania się po zatłoczonych peronach czy korytarzach pociągów. Taki dodatkowy test dla psa, radzenia sobie w różnych niecodziennych sytuacjach.
![]() |
| MoonRi wyglądający podwózki do Owczychgłów |
A wracając do samej imprezy, jaka Nas tam przywiodła, po tych kilku dniach od powrotu ochłonęłam i poczułam by się podzielić wrażeniami.
Z jednej strony wydawałoby się, że to proforma, wszak MR na codzień ma styczność z owcami.
Jednak nie wyłącznie o reakcję na owce chodzi w NHAT.
Opowiem w szczegółach jak wyglądał ten test, pewnie są osoby zainteresowane podejściem do NHAT ze swoim sheltie.
My pojechaliśmy do Owczychgłów, test był zorganizowany przez Sekcję ds.pracy psów pasterskich przy poznańskim oddziale ZKwP. Sędziowała p.sędzina Bożena Czempas-Chowaniec.
Część socjalizacyjna związana jest z reakcjami na różne sytuacje. Na początku na osobę sprawdzającą chip, później na inne psy i na ich przewodników.
Kolejna na dziwny głośny odgłos (tu łomotanie w metalowa miskę). Na koniec skok przez przeszkodę, pozostanie z obcą osobą gdy przewodnik odchodzi na znaczny dystans. Przywołanie psa przez przewodnika.
Wszystkie elementy ważne by były wykonywane bez komend „zostań”, „noga”, „spokój” etc.
Wykazać miały reakcje naturalne psa na te sytuacje. Pies na smyczy, jedynie w momencie przywołania biegnie luzem.
Po tej pierwszej części rozpoczęła się druga, już bez smyczy. Przeszliśmy w kierunku koszaru z owcami.
Tutaj trzeba było chodzić wokół koszaru nie wołając psa, on interesował się lub nie owcami przebywającymi w zagrodzie.
Jedno do trzech okrążeń, jeśli pies ewidentnie nie był zainteresowany, odbiegał od ogrodzenia, można było go przywołać.

Kolejny ostatni już i najważniejszy etap testu to wejście do koszaru z psem i próba prowadzenia owiec w różnych kierunkach po zagrodzie.
Pies nie może owiec ugryźć, za takie uszkodzenie właściciel musi ponieść finansowe konsekwencje (500 zł odszkodowania). Właściciel ma reagować na agresję psa, jeśli się taka pojawia. Pies powinien być zainteresowany owcami, biegać do nich, lub chociaż ciekawić się.
Ważna jest też relacja z przewodnikiem, posłuszeństwo. Psy zorientowane wyłącznie na przewodnika nie zaliczały pozytywnie testu.
Do testu przystąpiło ponad 20 psów różnych ras, z grupy 1 FCI. Dominowały border collie, trzy szetlandy, kilka owczarków belgijskich, dwa białe owczarki szwajcarskie, dwa kelpie, collie długowłosy i krótkowłosy, miniaturowy owczarek amerykański, owczarek niemiecki, bearded collie i berneński pies pasterski.

Ok.południa, gdy zaczynaliśmy test w trzeciej grupie, było już całkiem gorąco. Przeciągające się oczekiwania na swój czas testu dla wielu psów był wyczerpujący. Był to dodatkowy test, na wytrzymałość. Przestrzeń dawała możliwość zarówno spaceru jak i wyciszenia dla psa i człowieka. Łatwo o cień, co dla Nas było bardzo ważne.
Co prawda odgłosy dochodzące z koszaru, potrafiły niejednego psa wytrącać ze spokojnego oczekiwania. Nie mam tu na myśli owczego pobekiwania 😁 które również dochodziło z owczarni, tam przebywała większość stada, do testu były przyprowadzane wyselekcjonowane grupki ok.10 owiec.
Sporo mocnych odgłosów związanych było z przywoływaniem psów w koszarze. Reakcje większości psów na owce były zdecydowane, odważne, często wymagające ingerencji człowieka. O ile szczekanie i próby postraszenia stada swym intensywnym ruchem są akceptowalne o tyle podgryzanie ich już nie powinno mieć miejsca.
Dla niektórych psów „delikatniejszych” ras, collie czy sheltie, nie przyzwyczajonych do takich reakcji ta atmosfera była trudna do wytrzymania.
Wolałam o tym napisać, bo widziałam że pewne psy właśnie z tego względu wymiękały. A może i Waszego psa by to ruszyło, warto przygotować się na przeróżne wersje zdarzeń.
MoonRi wytrzymałościowo {podróż od sobotniego poranka pociągiem, wizyta w Poznaniu, noc w obcym miejscu, pobudka przed świtem, komunikacja miejska, kolejna podróż pociągiem, oczekiwanie 2 godz na transport docelowy na wioskę, 4 godz oczekiwania na test, upał} zdał egzamin na 100%. Wykazał się niezwykłą świadomością przestrzeni jak i siebie. Dbał o zasoby energii własnej i do testu NHAT przystąpił w pełni sił i witalności.
Zarówno część socjalizacyjna jak i ukierunkowana na owcze stado była zaliczona idealnie, zgodnie z oczekiwaniami. Przez cały czas MoonRi był w odpowiedniej relacji z przewodnikiem.
Wyjazd ten ukazał Mi ukochanego psa w nowym świetle. Dojrzałego, świadomego na wielu płaszczyznach, osadzonego mocno, ze spokojem wewnętrznym. Umiejącego sobie poradzić z wieloma wyzwaniami w nieznanym, niekoniecznie komfortowym terenie.
Mam nadzieję że opowieść o tym teście wniosła dla zaintersowanych nim konkretne informacje i okaże się cenna.
Jeśli tylko macie pytania to zapraszam do kontaktu. Chętnie odpowiem, opowiem.

A jeśli nie macie blisko owiec, a chcielibyście by Wasz pies mógł doświadczyć tego kontaktu, poczucia radości ze spełnienia pierwotnego instynktu jaki w tej rasie drzemie to zapraszam na Warmię. Mamy owce znające szetlandy. Choć owce nie szetlandzkie a wołoskie, rackie i lineburskie 😁





















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz