Długo wyczekiwany deszczyk pada właśnie na Ziemię Nomadów ⛈️ pierwszy raz w tym roku zagrzmiało, gdzieś w okolicy kręci się burza. Susza dająca się we znaki już trzeci rok z rzędu sprawia, że każdy deszczyk, już nawet nie deszcz, bo takie są ogromną rzadkością, są wyczekiwane i z wdzięcznościà przyjmowane.
Wizualizujemy zielone łąki. Niechaj pastwiska owiec i koni obficie zazielenią się trawami, ziołami. Już najwyższy czas. Wszak wg dobrostanowego kalendarza 15 kwietnia to moment gdy owce wychodzą pierwszy raz na wiosenny wypas 🐑
Czekamy na ten moment by zacząć z MoonRi’m ćwiczenia ze sportowego zaganiania. Cały poprzedni sezon pracował w swoim freestyle’u a ludziska wpadły na pomysł by zdobył „papiery” na wypasie 🤠
Jedziemy na koniec kwietnia na test predyspozycji pasterskiej {NHAT}, organizowany pod Poznaniem przez Sekcję ds.pracy psa pasterskiego.
Wyrobiliśmy z tej książeczkę pracy psa pasterskiego …
i szykujemy się do tej pierwszej „pasterskiej” wyprawy. Czekają tam na Nas już medale 🏅
Tym razem pojedziemy we dwójkę pociągiem. Moje kolano z pękniętką łękotką niestety nie pozwala na prowadzenie autem na dłuższych dystansach.
Podarujemy sobie więc póki co wyjazdy na wystawy. To jednak konkursy piękności i wymagają prezentacji psa wykąpanego, wyczesanego. Przygotowania te staramy się zawsze poczynić w zaprzyjaźnionych miejscach. Wyjazdy na wystawy są świetną okazją do odwiedzin u znajomych dawno nie widzianych. W zeszłym roku mieliśmy zacną trasę przez Polskę, aż miło powspominać 🥰
Wystartowaliśmy w styczniu. Pierwsza wystawa MoonRiver {MR} krajówka w Brodnicy, odwiedziliśmy Anię w Naturalnym Siedlisku, hodowczynię zielononóżek, które 3 lata temu przyjechały na Ziemię Nomadów.
Później pojechaliśmy do Bydgoszczy do Oliwii znanej z facebook’owych grup rodzicielskich. Na wystawie międzynarodowej spotkaliśmy się z Mają z Blue Universe, która wyhodowała MoonRi’sia.


W kwietniu ruszyliśmy w miesięczną podróż i w międzyczasie zaliczyliśmy kilka wystaw. Wystartowaliśmy wystawą międzynarodową w Pruszkowie, gościna u Olgi, Matiego, Idy i Roszka. A podczas wystawy kolejne spotkanie z Mają i babcią MR Vesną.
Dwie wystawy we Wrocławiu, krajówka i klubowa, odwiedziny w Sulistrowicach u Joli i Krzyśka. A po wystawie Jurta Baśni u Magdy Bajarki w Gaju w Kotlinie Kłodzkiej.
Kolejna wystawa, ponownie międzynarodowa, miała miejsce pod Łodzią w Uniejowie. Tym razem zatrzymałyśmy się nad zalewem Jeziorsko, miejscówka znana, lubiana, MoonRi w jeziorze wykąpany i zachodzącym słońcem wysuszony.
Kolejny wyjazd, koniec maja, na dwie wystawy krajowe, do Ustki to odwiedziny u Mamy w Gdańsku, tam też kąpiele. A w powrotnej drodze wizyta u utalentowanej ceramicznej Oli, w Zbychowie.
Lipcowa międzynarodowa w Grunwaldzie, oddziałowa olsztyńska, MoonRi pierwszy raz wystawiany przez handlera -Wiktora od collie. Tym razem wyjazd bez odwiedzin, jedynie z pysznymi lodami w Łukcie w powrotnej drodze.
Dwie sierpniowe wystawy międzynarodowe w Sopocie to ponowne odwiedziny u Mamy.
![]() |
Wyjazd na wystawy międzynarodowe do Białegostoku, to kolejna okazja do odwiedzin grobów Dziadków w Bohonikach na Podlasiu, spotkanie z Pati pod Kruszynianami i tam też kąpiel ogrodowa z suszeniem i robieniem MoonRi’sia na bóstwo 😁 W powrotnej drodze wizyta u zaprzyjaźnionych rękodzielników pod Ełkiem i niezwykłej malarki, ikonopisarki Kasi śpiewającej klimatyczne ballady na Mazurach Garbatych w Fundacji Wiatrak.
Poznańskie listopadowe dwie międzynarodówki, z odwiedzinami u Jaśminy i długim spacerem w dzień obchodów imienin ulicy Święty Marcin poznańskim Starym Miastem. I to była już ostatnia wyprawa wystawowa w 2024 ale by domknąć wystawowy rok pojechałyśmy z MR jeszcze na wystawy gdyńskiego oddziału w Gdańsku. Dwie międzynarodówki na początku stycznia.
Okrągły rok, od stycznia do stycznia, zjeździliśmy szmat Polski. 18 wystaw, wiele spotkań z hodowcami, kilka cennych słów od sędziów, kilka tytułów wystawowych, trochę medali, jedna piękna statuetka w kształcie sheltie z klubówki pasterskich. Oczywiście pełen wachlarz emocji przeżywanych i obserwowanych i niezliczona ilość rozmów, wiedzy, doświadczeń. Cenny wystawowy rok, pierwszy po 30 latach z szetlandem. Nauka groomingu, handlingu.
A wracając do tytułowego deszczyku to cieszę się z niego tym bardziej bo wysiałam dziś na wysokiej permakulturowej grządce warzywa na liść, zgodnie z kalendarzem biodynamicznym pokazującym dziś liść 🌱 Jarmuż, sałata, brukselka, kalarepa i seler naciowy. Dodatkowo zasadziłam cebulę dymkę, ponoć cebula lubi być sadzona w czas Pełni 🌕 może z uwagi na podobieństwo 🤔 żółta okrągła 🧅
Deszczyk podlewa więc zasiane roślinki 👐 chwała mu za to
Z deszczykiem jeszcze jedną historię mamy tej wiosny. Takie imię otrzymał jeden z baranków urodzonych w marcu, 3 tyg temu. Urodził się gdy padał deszczyk 🌧️

















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz