poniedziałek, 31 marca 2025

Monografica

Przy poniedziałku zaczynamy tydzień wielkim tematem 😎

10 dni temu, w pamiętną sobotę, 22 marca, gdy Lunitka walczyła o życie. W ten słoneczny dzień 3 tys km na południowy zachód od Warmii, w L'Alqueria D'asnar blisko znanego Nam z podróży hiszpańskiego Alicante … odbyła się ważna impreza. 

L'Alqueria D'asnar

Impreza najważniejsza w calusieńkim roku dla społeczności hodowców i miłośników mastifów pirenejskich. 

Club del Mastín del Pirineo
Pyrenean Mastiff Club of Spain

Wystawa klubowa ale co pewnie ważniejsze - spotkanie hodowców mastifów pirenejskich z całego świata. Takie święto rasy, choć międzynarodowy dzień mastifa pirenejskiego przypada jesienią 12 października, to co roku wiosną odbywa się hiszpańska Monografica.

Plakat tegorocznej Monografici

Na imprezie tej spotykają się osoby znające się od dawna, nawet kilku dekad, niektórzy oczywiście krócej, ale bardzo często są to zażyłe przyjaźnie. Pojawiają się również osoby znające się jedynie z grup na FB, pierwszy raz mające okazje zobaczyć na żywo znanych hodowców mastifów pirenejskich. Tych, których przydomki hodowlane są rozpoznawalne każdemu miłośnikowi tej rasy. Z rodowodów własnych psów. Tak jak i dla Nas z przeglądania wielokrotnego rodowodów Salsy, Chilli’ego czy przy poszukiwaniu reproduktorów do kolejnych kojarzeń.

Dokładna nazwa tej imprezy to Monogràfica del Mastín del Pirineo de España. A tegoroczna Monografica była już XLV z kolei.

Marzeniem chyba każdego z hodowcy mastifów pirenejskich jest dotrzeć kiedyś w końcu na Monograficę. Nasza Rodzina z racji preferowania podróży lądem pewnie dotrze tam dopiero po znalezieniu opiekuna koni i stadka owiec żyjących na Ziemi Nomadów. Marzenie o powrocie do Hiszpanii jest ogromne, więc pewnie uda się upiec dwie pieczenie na tym jednym hiszpańskim ogniu 😁

A póki co przybliżę nieco Monograficę. Impreza ta jest organizowana przez Klub Mastifa Pirenejskiego, Club del Mastín del Pirineo de España {CMPE}.

Od rana odbywa się wystawa psów, przez sędziego, znawcę rasy. Psy oceniane są i wybierane w typowych klasach FCI, szczeniąt, młodzieży, pośredniej, otwartej i championów. Osobno samce i suki. 

Z wszystkich wystawianych psów jest wyłaniany najlepszy pies wystawy (BOB) i najlepszy pies płci przeciwnej (BOS). 

Mejor de raza / Zwycięzca Rasy 
Ante Todo Soy del Roc d’Auro
Mejor de sexo opueso / Zwycięzca Płci Przeciwnej
Fañanad de Reis d’Aragon

Wybierany jest też pies o najlepszej głowie
Zara’s de Font Roja
Mejor Cabeza / najlepsza głowa

i pies o najlepszym ruchu
Makintos de Ribera del Ebro
Mejor Movimiento / najlepszy ruch

Poza tymi indywidualnymi wyborami są też dwie konkurencje hodowlane. Jedna to najlepsza para hodowlana, do której zgłaszane są pary będące własnością jednego właściciela.

1. Ch. INNUIT Mamariga & C.I.B JUGATX de Sumendi
2. Ch. KAIROS de Campo Olimpo & NUBE de Ribera del Ebro
3. GARBO de Font Roja & NIEVE de Ribera del Ebro

Ch.INNUIT Mamariga & C.I.B. JUGATX de Sumendi

Druga zaś o wybór najlepszej hodowli, konkurują wówczas grupy psów o jednym przydomku hodowlanym z innymi grupami psów pochodzących z różnych hodowli. 


LOTE DE CRÍA / Najlepsza hodowla
1.RIBERA DEl EBRO

Reportaż w hiszpańskiej TvA Comarcal z wystawy na Monografice 2025


A wieczorem po intensywnej konkurencji w ringu wystawowym odbywa się, na zakończenie Monografici, gala honorowa. Kolacja klubowa z wręczaniem nagród dla zwycięzców.












El jamón para la rifa de la cena de tofeos

czwartek, 27 marca 2025

Powrót do zdrowia

Od poniedziałku żyjemy w nowym trybie. Uczucia, odczucia, myśli i działania oscylują wokół jednej Istotki. Naszej księżnej Lunitki. Radują nawet najdrobniejsze zmiany, progres, na tej powolnej ścieżce powrotu do zdrowia.


Tęsknimy do energicznej, szalonej dziewczyny. Oswajamy się z nową Lunitką, spokojną, zanurzoną w swej głębi. Śpiącą, regenerującą się we śnie.


Przywracając poczucie bezpieczeństwa, wewnętrzna harmonię, po traumatycznym rozerwaniu z rodziną na czas pobytu w klinice. Duży wpływ na obecny stan miało zapewne niedotlenienie, spowodowane methemoglobiną we krwi. 


Na tą chwilę parametry wizualne moczu, krwi, powróciły do normy. Jutro na kolejnej wizycie u Pani Moniki DrHauu będziemy sprawdzać parametry biochemiczne. Jak pracują wątroba i nerki. Codzienne jak rytuał wizyty na kroplówce Lunitka znosi bardzo dzielnie. 




Trudniejsze są domowe zakraplania oczu, ale staramy się sprawnie i łagodnie wykonywać te zabiegi. Poza krótki spacerami spędzamy czas głównie w łóżku, otulając Lunitkę w miękkim i cieplutkim gniazdku. Taki czas na zatrzymanie i wolniusieńkie powracanie do sprawności. Fizycznie jest już ogromny postęp, wzmacniamy po całości by aura otaczająca Lunitkę była wspierająca.



niedziela, 23 marca 2025

Niecodzienny alert

Wczorajszy dzień to jeden z tych zapisujących się w pamięci na bardzo długo. Incydent jaki się wydarzył postawił całą Naszą rodzinę do pionu na wiele godzin i pewnie jeszcze potrwa ten stan jakiś czas, zanim wrócimy do równowagi.

Nasze roczna szetlandka Lunitka już drugi raz narobiła Nam wiele strachu lawirując na krawędzi życia.

We wrześniu zjadła coś ewidentnie toksycznego, może jakąś roślinę łąkową, nie wiemy. Nagle z chwili na chwilę zaczęła odpływać i całe szczęście, że opiekująca się hodowlą Pani weterynarz była dostępna i zaordynowana w krótkim czasie leki i kroplówkę. Udało się Lunitę w kilka dni wyciągnąć z tego krytycznego stanu. 

Jednak natura tej ciekawskiej świata dziewczyny po raz kolejny wystawiła jej życie na próbę. 

Na filmiku widać z jak wielką pasją Lunitka węszy w poszukiwaniu smaczków. Podobnie zachowuje się gdy coś przyciągnie ją swym zapachem. I to ją już drugi raz zagubiło.


Wczoraj popołudniu nagle Lunita zaczęła słabnąć, straciła wigor, ledwo reagowała na zawołanie. Dodatkowo miała ciemnosiny język i łzawiła. Nasza Pani weterynarz miała już zamknięty gabinet, była na wyjeździe i nie było szans byśmy się szybko spotkali w gabinecie. Pojechaliśmy na sygnale do polikliniki przy UWM w Olsztynie. To jedyna lecznica całodobowa w okolicy, zapewniająca też hospitalizację wymagającym tego pacjentom.

Serce Lunity waliło jak młot pneumatyczny. Po drodze zwymiotowała i bardzo się śliniła. Dojechaliśmy w pół godziny ale na miejscu była kolejka, trzeba było odczekać kolejne pół godziny. W trakcie oczekiwania na wejście do gabinetu zważyliśmy sunię. Usiedliśmy w poczekalni, nie było Jej wygodnie na Moich kolanach, a na podłodze ledwo stała na nogach, położyła się i odpływała. Wtedy pojawił się kolejny objaw, nerwowe pocieranie oczu łapkami. Doczekaliśmy się w końcu na wolny gabinet. Wizyta w asyście 3 studentek weterynarii UWM. Język zasugerował lekarce, że to zatrucie lekami ludzkimi, typu nurofen, paracetamol.  Serce było zagadkowe. Ale w momencie pobierania krwi i zobaczenia jej koloru sprawa stała się jasna. Choć krew zarówno jak i język były bardzo ciemne. 

Methemoglobina, jako główna winowajczyni tego stanu suczki, wymagała szybkiego usunięcia, poprzez wypłukanie krwi. Dodatkowo trzeba było podać antidotum ją absorbujące. Lek ludzki ACC, który kupiliśmy w najbliższej aptece, został podany Lunicie jako ważny dodatek neutralizujący działanie methemoglobiny. 

A co się w ciele dziewczyny zadziało? Methemoglobina namieszała w krwi, hemoglobina nie mogła transportować tlenu i organizm był już mocno niedotleniony. Stan krytyczny następował w bardzo szybkim tempie. Siny język i czekoladowa krew ewidentnie wskazywały na brak tlenu. Kołaczące serce starało się pompować tlen do komórek, ale to niestety nie udawało się, bo hemoglobina była jakby unieruchomiona. A to ona właśnie transportuje tlen.

Lunita została w klinice na płukanie i dochodzenie do siebie. Dziś była już zauważalna poprawa, ale zostaje na drugą noc w szpitalu. Nawadnianie i obserwacja. Miejmy nadzieję że jutro Jej stan pozwoli na wypis i będziemy kontynuować leczenie w domu pod opieką Naszej zaufanej Pani weterynarz. 

Co dokładnie Lunita znalazła i gdzie jest dla Nas zagadką. Możliwe że zjadła jakąś roślinę, która podobnie jak cebula i czosnek mają w składzie siarkę organiczną. Na grządkach ostały się szczypiorki z zeszłego roku. Jest to jeden z tropów. Drugim jest żel DMSO zawierający organiczną siarkę, którym smaruję sobie codziennie obolałe od pękniętej łękotki kolano. Wczoraj akurat Lunita polizała te kolano, suche już, żel był wsiąknięty po nałożeniu godzinę wcześniej. Ilość siarki jaką mogłaby takim liźnięciem zaabsorbować nie dałaby jednak aż takiego krytycznego stanu. Może znalazła gdzieś tabletkę zawierającą paracetamol, bo ponoć on daje taki przebieg zdarzeń w organizmie. Ale My apapu ani paracetamolu nie używamy. Jednak kto wie, może któremuś z gości odwiedzających Nas wypadł gdzieś taki lek. Nie chcemy podejrzewać sąsiadów o podrzucenie takiej trutki, choć nigdy nie wiadomo. 

W każdym razie ta akcja z zatrutą Lunitą zmotywowała Mnie do wpisu na FB jak i tutaj o produktach zakazanych, jakie mogą zaszkodzić Naszym czworonogom. Obiecuję niebawem go opublikować. 

A póki co taka grafika znaleziona w internecie. 


czwartek, 20 marca 2025

Wiosna

Dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny ☘️

Piękny słoneczny dzień, spędziliśmy prawie cały dzień wśród zwierząt, był też czas na inne farmerskie działania. Wycinka jeżyn w przestrzeni gdzie szykujemy nowy wybieg dla mastifów. Nagrałam kilka filmików, by podzielić się nowinkami z Ziemi Nomadów. Spróbuję wkleić choć jeden tu na blogu, jeśli się uda to może będę czasem publikować tu filmy.

Bohaterką jednego z filmików była dzisiejsza jubilatka, Moja ulubiona owca, MaLuna. Skończyła dziś 4 lata, urodziła się jako pierwsze jagnię na Ziemi Nomadów. 

A wczoraj, w wigilię swoich urodzin, późnym wieczorem, ale jeszcze przed północą, urodziła pięknego baranka. Chłopak został tymczasowo ochrzczony Mniszkiem, ale imię ostateczne jeszcze nie zostało wybrane. 

Baranek jest pięknie ubarwiony, czarny w jasne łatki. Głowę ma po dziadku Arlekinie. Dziadek był rasy Polska owca górska barwna. Babcia wrzosówką lineburską. Mama MaLuna jest więc mixem tych ras. A tata najmłodszego jagnięcia jest flagowej rasy w Naszej hodowli, owcy wołoskiej, Valaška.


Na końcówce zimy urodziły się w sumie 4 jagnięta, jeden, pierwszy baranek, najmniejszy i wg wyliczeń wcześniak, odszedł po dobie do krainy wiecznych łąk zielonych. Ale dwójka silniejszych, urodzonych jako kolejne, plus ten najmłodszy wczorajszy, największy, radzą sobie wyśmienicie.

Deszczyk to syn Dziarskiej, Valaški i valaskowego ojca, Walka.
Rusałka to córka Rosy, również Valaški i Walka.
A Mniszek to syn matki mix {owca lineburska + Polska owca górska barwna} i ojca Valaški.
To trójka jagniąt urodzonych na końcówka zimy, kolejne narodzą się już wiosną.

Trzy matki, Dziarska, Rosa i MaLuna
plus mama Rosy Róża

Rusałka córka Rosy

Rusałka, przylepka

Mniszek vel.Meteoryt

Rusałka i Deszczyk




wtorek, 18 marca 2025

Continuum

Opowiem Wam dzisiaj historię jaką znacie z własnego życia. Wszak każdy ma świadomość bycia cząstką, drobinką, w potężnym drzewie genealogicznym, z jakiego się zrodził. 

Niesamowite jest to jak patrzymy w przeszłość, w pokolenia przodków. Ile babć, dziadków, prababć, pradziadków, praprababć i prapradziadków mamy w swym rodzie. Niby to łatwe, 2 babcie, 2 dziadków, 4 prababcie, 4 pradziadków, 8 praprababć i 8 prapradziadków, itd itd. A ilu przodków mamy w 5 pokoleniach a ilu w 10? Oczywiście narastają one w konkretnym wyliczalnym ciągu, zdefiniowanej funkcji matematycznej.

Ale już jak spojrzymy w przyszłość to nie jest tak prosto i matematycznie 😁 Wszak wpłynie na to ilość dzieci, wnuków, prawnuków. A wiadomym jest że są to liczby bardzo indywidualne. 

Zarówno w przypadku ludzi jak i zwierząt dany osobnik może być ostatnim w rodzie. Swego indywidualnego rodu nie zapoczątkowując.

„Siedzę” od dłuższego czasu w bazie rodowodowej sheltie.breedarchive.com , uzupełniam o nowych przodków i potomków. Zajmuję się jednym drzewem genealogicznym. Pierwszej szetlandki jaką w życiu miałam szczęście poznać i spędzić z Nią 12 lat swojego życia. 

Zachwycam się istnieniem psów rasowych rodowodowych, zrzeszonych w ZKwP, jedynej polskiej organizacji kynologicznej należącej do FCI. Dzięki prowadzeniu ksiąg rodowodowych miałam możliwość odnalezienia po 30 latach potomków Diuny, ukochanej suni. 

Z wszystkich dzieci Diuny, jakie urodziła, tylko jedno, córka z drugiego miotu, trikolorowa Black First Lady, została suką hodowlaną. Pozostałe dzieci trafiły do wspaniałych domów, były w nich szczęśliwe. Ale gdyby i ona stała się wyłącznie psem domowym, towarzyszem życia rodziny, nie zostałaby przekazana krew Diunki. Ja nie mogłabym Jej odnaleźć w potomkach. Miałam ogromne szczęście, że ta jedyna sunia BFL trafiła w ręce osoby, dzięki zaangażowaniu której zdobyła uprawnienia hodowlane i wydała na świat dzieci. BFL trafiła do hodowli bardzo doświadczonego hodowcy, pierwszego w Polsce hodowcy owczarków szetlandzkich. Pana Kazimierza Ślusarka, prowadzącego od początków lat 70tych hodowlę Polly z M-3. 

P. Kazimierz Ślusarek i ISTAR Polly z M-3
syn BLACK FIRST LADY Smafta
maj 2024
spotkanie po 30 latach

Postanowiłam odszukać potomków BFL, wszystkich jacy zapisali się w rodowodach jako rodzice kolejnych pokoleń. 
Pierwsze pokolenie, dzieci; udało Mi się namierzyć 5 miotów, na I, J, K, L i S. Pierwsze 4 z datami urodzeń, imionami i ojcami. Piąty dotychczas jeszcze bez daty urodzenia. W sumie dzieci BFL, jakie znalazłam w rodowodach jest 7ka (zazdroszczę jej, też chciałam tyle mieć 😁). Oczywiście w miotach miała ich pewnie więcej, ale tyle zostawiło swój ślad w rodowodach przyszłych pokoleń. 
Drugie pokolenie już obfitsze. Każde z dzieci miało conajmniej 1 dziecko, ale wiele z nich miało ich więcej. Kolejne pokolenia narastały bardzo różnie, u jednych obficiej, inne wolniej. 
Na tą chwilę spora część drzewa genealogicznego Diuny {SUWI Mgły Szetlandów} jest odtworzona. Ona jako nestorka rodu. I dzieci, wnuki, prawnuki … coraz więcej tropów namierzam i dodaję kolejnych potomków.
I jestem szczęśliwa, że aż tyle wspaniałych szetlandów zrodziło się dzięki Mej suni. Bez Niej byłyby inne. Każda krew przodka wpływa na potomka. I w każdym potomku, choć rozrzedzona już mocno to jednak, płynie krew tego konkretnego przodka. 
Ogromną wdzięczność mam do każdego z hodowców dzięki którym to drzewo mogę tworzyć.
Panu Kazimierzowi Ślusarkowi największy pokłon oddaję, pani Alinie Skupnik z hodowli „ze Zguby Elfów”, pani Teresie Trzebuni z hodowli „znad Antałowskiego Potoku”, pani Dagmarze Modzelewskiej z hodowli „Di’Leila’s Sheltie” i hodowli Asketila. To właśnie tym 5 hodowlom drzewo genealogiczne Diuny zawdzięcza najwięcej potomków.
Wszystkich hodowców zaangażowanych w przekazywanie genów i podtrzymanie linii Diuny wymienię przy prezentacji drzewa rodowego, które powolutku tworzę.

Diuna w albumie z 1991 r.

A na zakończenie dzielę się fotografią Diuny i dwóch potomków z najmłodszego pokolenia. Ukochany MoonRi i Lunita to dwójka szetlandów, które po 30 latach dołączyły do Naszej Rodziny.

MoonRi i Lunita, potomkowie Diuny
Spełniam marzenie 🥰






poniedziałek, 17 marca 2025

Celowanie w role

Większość osób poszukujących szczenięcia nie ma planów hodowlanych. Pragną zdobyć psa konkretnej rasy, ze względów estetycznych i wspaniale jeśli mają pojęcie o rasie. Zarówno o jej pierwotnym przeznaczeniu, co bardzo przybliża typowe cechy związane z użytkowością. Mniej wówczas zdziwienia na to, że mastif pirenejski w nocy dużo szczeka ale też sporo czasu spędza na wylegiwaniu się, jest oporny w spełnianie Naszych oczekiwań, wie lepiej czym się zająć. Ma dużą potrzebę samodzielnego spędzania czasu, w skupieniu, lustrując otoczenie. Czuje się odpowiedzialny za wypełnianie swej roli, stróża i obrońcy.

Orso lustrujący otoczenie
Decydując się na sheltie nowy "dom" nie jest zaskoczony, że pies jest nieufny do obcych, dużo szczeka, ale zupełnie inaczej niż mastif.
Ma niespożytą energię i uwielbia się uczyć. Chodzi za swoim człowiekiem jak cień, nie odstępuje go na krok.
To oczywiście są bardzo ogólne cechy, które osobniczo oscylują wokół tej "normy". Jednak świadomość rasy jest bardzo ważna. Chciałabym przybliżyć Wam te dwie rasy, z doświadczeń własnych ale i zasłyszanych, świadectw relacji z psami tych ras. Czuję, że autentyczne opowieści są bardziej wiarygodne niż wyczytane w książkach czy "internetach" informacje. Celowanie nastawione na role, jakie psy mają spełniać żyjąc z Nami to wart przyjrzenia się kierunek.
Luna na straży fermy kur

Mnie jako hodowcę cieszą "domy" świadome. Dlaczego akurat ta rasa? Kogo brakuje Wam w domu? Czy macie gotowość na taki zestaw cech? Czy pies będzie wystawowy, hodowlany, to drugorzędny temat. Oczywiście pod kątem takich planów dobieramy szczenię o największych predyspozycjach w kwestii przekazywania materiału genetycznego. 


Wśród psów pochodzących z Naszej hodowli są stróże domów, obejść, ferm, farm. Psy zarówno wystawowe jak i nie.

Luna na wystawie Klubu Pyrenejskych Plemen
Te nastawione na hodowlę, ale jednak w większości nie. Jedno je łączy, są kochanymi domownikami, nawet jeśli większość czasu spędzają, z wyboru, na dworzu.

Mag w obejściu z kucykami

Miazka obserwująca otoczenie podczas spaceru 

Korba nieustraszona obrończyni swej Pani


Orso z wizytą w stajni

Mag strażnik obejścia

sobota, 15 marca 2025

Chilli jubilat

Dziś skończył 4 lata Chilli przystojniaczek. Flagowy mastif pirenejski w hodowli Nomad Farm 😎


Chilli jest samcem alfa na Farmie Nomadów. Z racji wieku, wielkości, bycia pierwszym samcem, dominuje nad swym synem Jeżykiem jak i suką Salsą, mimo że akurat ona jest od Niego starsza prawie o rok.

Chilli będąc na farmie udziela się mocno wokalnie, reaguje zarówno na zwierzynę płową jak i drapieżną. Na ludzi, samochody i inne pojazdy w zasięgu wzroku reaguje intensywnie. Gdy podchodzą do obejścia sprawia wrażenie smoka, który gotów byłby pożreć delikwenta w jednym kawałku. Inaczej sytuacja wygląda gdy poznaje obcych zaproszonych do domu przez domowników. Łagodnieje, choć obserwuje bacznie i nie daje poczuć się nieznanym osobom swobodnie. Gdy jest poza farmą, choćby na wystawie, jest opanowany i nie prowokuje konfliktów z obcymi psami czy ludźmi. Ma silny instynkt obrończy i reaguje na zbliżanie się do swych ludzi obcych. 

Chilli jest przebadany pod kątem chorób genetycznych i ma swój profil na embark. Czysty pod względem wszystkich chorób na jakie mógłby potencjalnie zachorować na tle genetycznym mastif pirenejski. Wynik DM miopatia degeneracyjna czysty, normal N/N

Kontrola rtg stawów biodrowych, łokciowych i kolanowych wykazała doskonałą ich kondycję. 

Wyniki: HDA, ED 0/0, PL 0/0

Chilli jest ojcem 14 psów, wszystkie zdrowe, dorodne, bez oznak chorobowych. 

Ma uprawnienia hodowlane jako zarejestrowany w ZKwP reproduktor.

Jest możliwość krycia naturalnego jak i inseminacji w gabinecie lekarza weterynarii opiekującego się psami z Naszej hodowli. 

Na życzenie wysyłamy nasienie chłodzone, w obrębie Europy, lub mrożone na cały świat. W chwili obecnej mamy już pomyślnie przetarte szlaki wysyłki kurierskiej do USA. 

Pobranie nasienia, chłodzenie/mrożenie plus badania żywotności plemników, jak i pod kątem brucellozy, wykonuje profesor UWM dr Piotr Socha w swej klinice w Biskupcu. 

Zapraszam do kontaktu osoby zainteresowane kryciem swych suk tym sprawdzonym reproduktorem. 

Rodowód Chilli’ego

Profil genetyczny na embark

Profil na PyreneanMastiff.Pedigree