Wczorajszy dzień to jeden z tych zapisujących się w pamięci na bardzo długo. Incydent jaki się wydarzył postawił całą Naszą rodzinę do pionu na wiele godzin i pewnie jeszcze potrwa ten stan jakiś czas, zanim wrócimy do równowagi.
Nasze roczna szetlandka Lunitka już drugi raz narobiła Nam wiele strachu lawirując na krawędzi życia.
We wrześniu zjadła coś ewidentnie toksycznego, może jakąś roślinę łąkową, nie wiemy. Nagle z chwili na chwilę zaczęła odpływać i całe szczęście, że opiekująca się hodowlą Pani weterynarz była dostępna i zaordynowana w krótkim czasie leki i kroplówkę. Udało się Lunitę w kilka dni wyciągnąć z tego krytycznego stanu.
Jednak natura tej ciekawskiej świata dziewczyny po raz kolejny wystawiła jej życie na próbę.
Na filmiku widać z jak wielką pasją Lunitka węszy w poszukiwaniu smaczków. Podobnie zachowuje się gdy coś przyciągnie ją swym zapachem. I to ją już drugi raz zagubiło.
Wczoraj popołudniu nagle Lunita zaczęła słabnąć, straciła wigor, ledwo reagowała na zawołanie. Dodatkowo miała ciemnosiny język i łzawiła. Nasza Pani weterynarz miała już zamknięty gabinet, była na wyjeździe i nie było szans byśmy się szybko spotkali w gabinecie. Pojechaliśmy na sygnale do polikliniki przy UWM w Olsztynie. To jedyna lecznica całodobowa w okolicy, zapewniająca też hospitalizację wymagającym tego pacjentom.
Serce Lunity waliło jak młot pneumatyczny. Po drodze zwymiotowała i bardzo się śliniła. Dojechaliśmy w pół godziny ale na miejscu była kolejka, trzeba było odczekać kolejne pół godziny. W trakcie oczekiwania na wejście do gabinetu zważyliśmy sunię. Usiedliśmy w poczekalni, nie było Jej wygodnie na Moich kolanach, a na podłodze ledwo stała na nogach, położyła się i odpływała. Wtedy pojawił się kolejny objaw, nerwowe pocieranie oczu łapkami. Doczekaliśmy się w końcu na wolny gabinet. Wizyta w asyście 3 studentek weterynarii UWM. Język zasugerował lekarce, że to zatrucie lekami ludzkimi, typu nurofen, paracetamol. Serce było zagadkowe. Ale w momencie pobierania krwi i zobaczenia jej koloru sprawa stała się jasna. Choć krew zarówno jak i język były bardzo ciemne.
Methemoglobina, jako główna winowajczyni tego stanu suczki, wymagała szybkiego usunięcia, poprzez wypłukanie krwi. Dodatkowo trzeba było podać antidotum ją absorbujące. Lek ludzki ACC, który kupiliśmy w najbliższej aptece, został podany Lunicie jako ważny dodatek neutralizujący działanie methemoglobiny.
A co się w ciele dziewczyny zadziało? Methemoglobina namieszała w krwi, hemoglobina nie mogła transportować tlenu i organizm był już mocno niedotleniony. Stan krytyczny następował w bardzo szybkim tempie. Siny język i czekoladowa krew ewidentnie wskazywały na brak tlenu. Kołaczące serce starało się pompować tlen do komórek, ale to niestety nie udawało się, bo hemoglobina była jakby unieruchomiona. A to ona właśnie transportuje tlen.
Lunita została w klinice na płukanie i dochodzenie do siebie. Dziś była już zauważalna poprawa, ale zostaje na drugą noc w szpitalu. Nawadnianie i obserwacja. Miejmy nadzieję że jutro Jej stan pozwoli na wypis i będziemy kontynuować leczenie w domu pod opieką Naszej zaufanej Pani weterynarz.
Co dokładnie Lunita znalazła i gdzie jest dla Nas zagadką. Możliwe że zjadła jakąś roślinę, która podobnie jak cebula i czosnek mają w składzie siarkę organiczną. Na grządkach ostały się szczypiorki z zeszłego roku. Jest to jeden z tropów. Drugim jest żel DMSO zawierający organiczną siarkę, którym smaruję sobie codziennie obolałe od pękniętej łękotki kolano. Wczoraj akurat Lunita polizała te kolano, suche już, żel był wsiąknięty po nałożeniu godzinę wcześniej. Ilość siarki jaką mogłaby takim liźnięciem zaabsorbować nie dałaby jednak aż takiego krytycznego stanu. Może znalazła gdzieś tabletkę zawierającą paracetamol, bo ponoć on daje taki przebieg zdarzeń w organizmie. Ale My apapu ani paracetamolu nie używamy. Jednak kto wie, może któremuś z gości odwiedzających Nas wypadł gdzieś taki lek. Nie chcemy podejrzewać sąsiadów o podrzucenie takiej trutki, choć nigdy nie wiadomo.
W każdym razie ta akcja z zatrutą Lunitą zmotywowała Mnie do wpisu na FB jak i tutaj o produktach zakazanych, jakie mogą zaszkodzić Naszym czworonogom. Obiecuję niebawem go opublikować.
A póki co taka grafika znaleziona w internecie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz