Dzień Psa, święto obchodzone w Polsce już od 2007 roku.
Wspominam te z dzieciństwa. Rok 1980. Pierwszy pies Dingo, pseudo~owczarek zwany w ówczesnych czasach „wilczurem”. Niezmierzona ilość kilometrów przemierzone na spacerach lasem od Srebrzyska do Podleśnej.
Kolejna była Keja, rok 89, drugi pies życia, pierwsza suka. Miała być długowłosym wilczurem, o takim wtedy marzyłam i takiego obiecał Mi ówczesny chłopak. Ale najbardziej to marzyłam o tym by mieć swojego psa, wreszcie. Wszak miałam 18 lat, więc już nikt nie stanie Mi na drodze ku ziszczeniu tego marzenia 😉
„Wielce” odpowiedzialna decyzja w stylu „Mamo jadę na wakacje, przecież nie zabiorę ze sobą psa” czy „poranne” spacery ze szczeniakiem jak już się dobrze wyspałam 🤦🏽♀️, brak świadomości o utrzymywaniu psa, leczeniu czy prewencji, wszak do tej pory te tematy nie istniały. Ta totalnie dziecinna historia zakończyła się na szczęście/nieszczęście zajęciem (przez Keje) miejsca Dinga, po jego odejściu, i pozostaniem Keji w domu rodzinnym z Moją Mamą, która nie wyobrażała sobie wtedy domu bez psa. Uff, ogromna ulga i pierwsze urzeczywistnienie sobie „z czym to się je” 😎
Ja w tym czasie się na „swoje” wyprowadziłam i jak się wówczas mawiało „rodzinę założyłam”. A z „kopert” ślubnych pierwszego rasowego, rodowodowego psa wybrałam. Rasę, której na oczy nie widziałam, a na wystawach sopockich nie miałam tego szczęścia by w latach 80tych spotkać. Ale w albumie „Psy rasowe” znalazłam i się zakochałam w owczarku szetlandzkim, sheltie. I w zaawansowanej ciąży do Skierniewic z Gdańska po Diunę pociągiem pojechałam. Był to rok 1991. Suczka rodowodowo miała imię SUWI Mgły Szetlandów i była córka DRAKI Kudłate Zwierzątko i pierwszego zacnego marmurka w Polsce, JINGLE JEWEL IN BLUE Zarvo’s.
Diunka była towarzyszką rodziny i nianią 4 dzieci. Najcudowniejsza partnerka spacerów, wypraw, rozmów, bycia w uważności. Najwspanialsza rasa pod słońcem. Była też wystawową suką, pojeździłyśmy wspólnie po Polsce pociągiem, na wystawy krajowe, klubowe i zagraniczne. Była suką hodowlaną i miała 3krotnie dzieci, na literę A, B i C. Wśród Nich BLACK FIRST LADY Smafta, która trafiła w rozliczeniu za krycie do domu reproduktora, do najstarszej hodowli sheltie w Polsce u Pana Kazimierza Ślusarka. I to była chyba jedyne hodowlane dziecię Diuny. Jedyne ale za to bardzo płodne i dające wspaniałe dzieci. Ale to już opowieść na inną historię, którą się kiedyś podzielę.
Po stracie, 12 letniej Diuny, nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek będę w takiej relacji z psem. Długie lata nie miałam odwagi by wrócić na tą ścieżkę. Pojawiły się w domu koty i długo długo nie było psów.
Aż do dnia gdy „dzieci XXI wieku” {Mieszko i Nawojka} już bardzo wierciły dziurę w brzuchu o psa, a jakaś pseudohodowla pozbywała się bezpłodnej (bądź nie dającej szczeniąt) goldenki. Rok 2013, dołączyła do Naszej Rodziny trzyletnia Kaja (imię już takie miała w szemranym „rodowodzie”, myśleliśmy nawet o zmianie, bo nie lubię powtarzania imion, a to było prawie identyczne z Keją, ale ostatecznie zostaliśmy przy pierwszym by nie pogłębiać zamieszania w życiu Kai). Podróżowała z Nami przez Europę wszerz i wzdłuż. Jej największą miłością była woda, nie ważne czy płynąca czy stojąca. Wszystkie jeziorka, stawy, potoki, rzeki i morza były Jej. Uwielbiała w niej sie bawić, ale głównym zajęciem było stanie. Stała w niej zanurzona po pachy i zahipnotyzowana patrzyła w toń. Niezapomniane te medytacje w wodzie, zapatrzona w rybki potrafiła spędzać tak czas godzinami.
W 2018, na pierwszej oceanicznej plaży w Bolonii, tuż za Tarifą, rozkochała w sobie kawalera. I ta „bezpłodna” do tej pory suczka, powiła po 2 miesiącach, gromadkę dzieci. Złote i czarne „goldenki”, wśród Nich Amber i Pablo.
Może słońce południowe rozbudziło hormony? A może woda ta największa i najbardziej dzika, nieokiełznana, oceaniczna natura, wzbudziła naturę, mimo wieku, miała 8/9 lat gdy została mamą. I to Ją odmłodziło. Ale weterynarz obawiał się sterylizacji, nie był w stanie obiecać, że Jej serce wytrzyma operację. Jak już osiedlismy na emeryturze (Kai oczywiście 😉) na Ziemi Nomadów to przygruchała sobie kolejnego amanta z sąsiedztwa i powiła drugi miot w wieku 10 lat. Ona to miała zdrowie 🤪 Siódemka rozrabiaków spod „ciemnej gwiazdy” 😆 tak się śmieję, bo wszystkie tym razem były ciemnego koloru. Jednym z nich jest Taj, przytulas jak Jego mama.
Kajunia odeszła w sędziwym wieku, 13/14 lat, 2 lata temu w czerwcu.
Ale w międzyczasie pojawiły się w Mojej psiej historii, psy stróżujące, nieodzowne na farmie z owcami. Tu gdzie wilki żyją tuż za miedzą, szukaliśmy rasy, która da pasterzowi poczucie bezpieczeństwa i uchroni stado. I udało się znaleźć wspaniałą rasę, mastify pirenejskie. I zdają egzamin jako stróże odstraszające watahy wilków, krążące wokół. Rok 2020 pojawiła się Salsa rodowodowo SALSA Stajnia Dzieci Wiatru. Rok 2021 dołączył Chilli, rodowodowo CILIO Los Hafanos (okazało się że w Czechach jak jest miot na literę „C” to nie może być na CH 🙄). A obecnie towarzyszy Im ich syn Jeżyk. Kawaler na wydaniu. Rodowodowo OZ Nomad Farm.
Na zakończenie dotychczasowej psiej historii Mego życia mam najwspanialszy comeback, jakiego się nie spodziewałam. Choć czułam, że po odejściu Kai brakuje wszystkim domownikom psa domowego, przytulasa. Przez lata wspomnienie Diuny bardzo dystansowało Mnie od sheltie. Nie wierzyłam, że mogę to przeżyć jeszcze raz. Ale tęsknota pokonała te obawy. I w sierpniu 2023 zaczęłam poszukiwać sheltie, po 20 latach od odejścia Diunki.
Marzeniem, wydawało się nie do spełnienia, było znalezienie szczenięcia w którego żyłach będzie płynąć krew Diuny. Była suką hodowlaną, więc iskiereczka nadziei zaczęła się tlić. Poszukiwania, wertowanie rodowodów, 8,9,10 pokolenie wstecz i jest Bingo 🎯
Pra,pra … wnuk dołączył do Nas we wrześniu 2023. MoonRi, rodowodowo MOON RIVER Blue Universe. MoonRi, spełnienie, nie tylko tego marzenia ale i wiele wiele więcej. MoonRi nie dość, że jest tricolorem jak Diuna to ma tą samą energię co Ona. Tego się nie zapomina. To czuć i to jest nie do podrobienia 🥰 Powrót do szetlandów to przecudna przygoda, na stare lata 😁 W maju 2024 dołączyła do Nas Lunita, rodowodowo LUNITA Dolce Piccoli. Marmurkowa sunia, również prapra … wnuczka Diuny. To jest radość wcielona, cóż za przyjemność obcować z tą rozkoszną psiną. Poranki i całusy na powitanie, taki dzień, codzień, nie mógłby sie lepiej rozpocząć 😆
Pierwsze dwa szetlandy w XXI wieku, ciekawe ile będzie ich docelowo 😁
Takie to psy miałam zaszczyt zaopiekować i być zaopiekowaną przez Nie 🤍💛🤎🖤💙 Wdzięczność za pojawienie się Ich w Moim życiu.
PS 📷 Jak dotrę do archiwum z dzieciństwa i młodości to obiecuję uzupełnić o fotki z XX wieku
Dingo, Keji i Diuny 🤍💛🤎🖤
PS 🙌 A jakie psy w Twoim/Waszym życiu się pojawiły?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz