niedziela, 18 maja 2025

Majowa Ustka

To już staje się tradycją, majowa wystawa w Ustce.


Rok temu na Dzień Matki, teraz w imieniny, świątecznie więc i w nastroju obdarowywania.

Rok temu MoonRi rozpoczął w Ustce championat młodzieżowy. Nie zdążył go skończyć, ale byliśmy na dobrej drodze 😊

Tym razem wystawa w Ustce zaowocowała rozpoczęciem championatu dorosłego. Na jego ukończenie nie mamy terminu, choć nie do końca. Zaczął w klasie pośredniej a zakończy najwcześniej za pół roku, czyli w klasie otwartej. Ewentualnie w użytkowej jeśli zda egzamin pasterski HWT TS. Wtedy już będzie mógł na wystawach prezentować swe wdzięki 😉 w klasie dla pastuszków 🐑

Pojechaliśmy do Ustki pociągiem, ze względu na oszczędzanie kolana, pękniętej łąkotki. Jazda samochodem skutkuje długotrwałym bólem, więc wyprawiam się już tylko najdalej do Olsztyna.



Tym razem postanowiłam skorzystać z weekendowej oferty PolRegio i wykupiłam bilet miniturystyczny. 48 zł za korzystanie do woli z pociągów regionalnych. Dodatkowo w ramach Taryfy Pomorskiej obowiązującej na terenie woj.pomorskiego psy jeżdżą za darmo. Mimo, że Elbląg już w warmińsko-mazurskim to jest on granicą tej taryfy. Moja trasa do Ustki rozpoczęła się o 20 w Olsztynie Zachodnim, tam mam i bliżej od domu i łatwo znaleźć miejsce parkingowe. 



Pojechałam z MoonRi’m do Gdańska, konkretnie do Wrzeszcza gdzie zanocowałam u Mamy. Rano zdążyłam się jeszcze wykąpać. Spacerek poranny we Wrzeszczu pod parasolem.


I wyruszyłam kolejnym pociągiem do Ustki. Przesiadka w Słupsku. Akurat dzień był wyjątkowo deszczowy, w Słupsku przeżyliśmy ulewę. Na szczęście jeden dach nad jednym peronem, w trakcie remontu dworca, się uchował, więc daliśmy radę by nie stać się zmokłym kurami 😆

Prognozy pogody były tak zmienne i różne na różnych portalach, ostatecznie ta z weather.com najbardziej się sprawdziła.

Jak wysiedliśmy w Ustce, po długiej ulewie, zaczęło nagle wychodzić zza chmur słońce. 

Mieliśmy niecały kilometr do wystawy, a do godziny wystawiania niecałą godzinę. Spokojnie spacerkiem dotarliśmy na miejsce, po drodze spotkaliśmy nawet wielką mewę żółtodziobą.



Jedynym utrudnieniem był bagaż, z racji zmiennej pogody miałam ze sobą i kurtkę i ciepłe ubranie. Nawet rękawiczki i czapkę, które bardzo się przydały w Słupsku gdy ochłodziło się bardzo. A szans na przeczekanie godziny w sali dworca nie było, cały dworzec rozkopany i nie ma poczekalni.



Jak już doszliśmy na miejsce okazało się że w przeciwieństwie do poprzedniego roku ring szetlandów był w części zamkniętej MOSiRu, na boiskach tartanowych gdzie rok temu braliśmy udział w finałach. Rok temu ring gdzie wystawiliśmy był zlokalizowany na terenie otwartym. Było tam więcej przestrzeni i mniej zagęszczenia wokół ringu. 



Jednak mimo że tym razem było ciaśniej pogoda przynajmniej dopisała. Nasze przygotowanie do wejścia na ring trwały ekspresowo. Przeczesanie, przetarcie oczu, znajoma hodowczyni doradziła by łapki lekko ubrudzone po drodze błotem przetrzeć ręcznikiem pod włos. Idealnie podziałało i przywróciło łapkom biel. 

Sędziowanie z racji pogody i obecności wszystkich wystawców rozpoczęło się przed czasem, nie długo ok.5-10 minut (w każdym razie o porze gdy szetlandy miały się rozpocząć był już koniec sędziowania).

W ostatniej chwili jak już wchodziliśmy na ring zdałam sobie sprawę że nie wyciągnęłam z plecaka żadnego smaczka a jednak na ringu warto mieć coś co przyciągnie zainteresowany wzrok psa. Joanna, ta która podpowiedziała z łapkami, szybko poratowała Mnie parówką, na szczęście w małych kawałkach, miałam więc wystarczająco smaczków na różne momenty prezentacji MoonRi’sia.

MoonRi zaprezentował się pięknie. Nie miał konkurencji w swej klasie ale nie ma to znaczenia, przekazałam się o tym kilkakrotnie na innych wystawach. Jeśli pies się sędziemu nie spodoba to mimo że jest sam na ringu nie oznacza że osiągnie ocenę doskonałą czy certyfikaty, tytuły. 

Tym razem MoonRi był w typie sędziny, tej samej zresztą co na sobotniej wystawie rok temu. Przyznała Mu ocenę doskonałą i wniosek na championa Polski CWC. Nawet opis otrzymał, co nie jest standardem. 





sobota, 10 maja 2025

Dwa niedźwiadki




Opowiem dziś Wam historię dwóch kochanych niedźwiadków.






Jeden z nich narodził się w Szwecji i miał na imię Torbjörn.

Ciekawe jest pochodzenie tego staronordyjskiego imienia, sięga epoki Wikingów. Oznacza niedźwiedzia Thora lub wojownika Thora.
Thor - bóg piorunów w mitologii nordyckiej 
Björn - niedźwiedź

W skandynawskiej tradycji, imię to przywołuje wizerunek siły, mocy i odporności. 

Torbjörn urodził się w lipcu 2021 roku w hodowli Wo-Wo. Jego ojciec pochodził z Finlandii.





Z opowieści Laili, opiekunki niedźwiadków, Torbjörn był najłagodniejszym psem na świecie.


Niedźwiedzica zwana Miszką urodziła się w maju 2023 roku w Polsce. Była ukochaną suczką Moich cór, z miotu M w Nomad Farm. Wydawało się, że jest zaczarowana. Bo, że czarująca to było dla Nas oczywiste od początku. Ale czemuż zaczarowana??? Wiele niewłaściwych osób się Nią interesowało i nie mieliśmy zgody na powierzenie Jej żadnej z tych osób. Gdy miała pół roku nagle pojawiła się wiadomość od Laili z zapytaniem o Miszkę. Już od pierwszych chwil poczułam, że to jest właśnie ta czarodziejka, która zatrzymała Niedźwiedzicę tyle miesięcy przy Nas. Laila od dłuższego czasu zachwycała się Miszką, czego nie wiedziałam. Jednak z szacunku do psa staruszka, któremu pragnęła zapewnić spokojne ostatnie miesiące życia nie miała gotowości na przyjęcie szczeniaka do domu. Do domu, w którym żył już od 2 lat Torbjörn, przedstawiciel tej samej rasy.



Gdy starszy kompan odszedł za tęczowy most Torbjörn poczuł się osamotniony. Opiekunowie poczuli, że potrzebuje towarzystwa.

Wtedy nadeszła chwila by dowiedzieć się co u Miszki. Laila usłyszała, że kochamy Ją i pewnie zostanie z Nami. Jednak mamy otwartość na nowy dom dla Niej. Jeśli tylko poczujemy, że będzie mogła żyć z cudownymi ludźmi. Gdy dowiedzieliśmy się, że oprócz wspaniałych ludzi będzie miała też towarzystwo 2-letniego mastifa … oczywistym stało się, że to marzenie właśnie się spełnia. I już nic nie stoi na przeszkodzie by Miszka wyruszyła do Szwecji. Wyrobiliśmy Jej paszport i dopełniliśmy wszystkich wymaganych terminów, zdobyliśmy dokumenty pozwalające na wyjazd zagranicę.



Laila przypłynęła promem z przyjaciółką do Gdyni, gdzie przyjechałyśmy we cztery, Miszka, Nawojka, Ronja i Ja. Wspaniałe spotkanie i piękne poznanie Laili z Miszką. Czułyśmy, że to będzie piękna i głęboka przyjaźń. I tak też się stało i trwa po dziś dzień. 

Laila w podzięce córkom za zgodę na wydanie ukochanej Miszki podarowała Im najpyszniejsze praliny świata.

Miszka przeżyła dzielnie podróż promem i przejazd przez pół Szwecji, już samochodem. 

A na miejscu spotkała nowego przyjaciela - Torbjörna i kota.  


Kota czarno-białego tak jak kot Maciek, honorowy rezydent na Ziemi Nomadów.


Miszka i Torbjörn od pierwszych chwil bawiły się radośnie ciesząc sobą.

Tym sposobem połączyły się, przez los już pewnie dawno przeznaczone sobie, dwa niedźwiadki. Torbjörn i Niedźwiedzica pieszczotliwie zwana Miszką. Imię to nawiązywało do obrazka wymalowanego na grzbiecie, odziedziczonego po mamie Salsie. Obraz u Salsy to właśnie dwa niedźwiadki.



Torbjörn i Miszka szczerze polubiły się od pierwszych chwil. On bardzo łagodny i ustępujący jak gentelmen. Ona umiejąca rozkochać w sobie każdego. Byli bardzo ze sobą związani. Nie odstępowali się na krok. Spali często wtuleni na jednej kanapie.


W maleńkim szwedzkim domku w lesie między Oslo a Sztokholmem. 

Zabawy i spanie w ten zimowy czas dominowały w ich pierwszych tygodniach życia razem. Torbjörn uczył Miszkę nowego świata. Czuła się przy Nim pewnie.


Po zabawie na deszczu czy w śniegu z przyjemnością zapadały w sen w cieplutkim domku.




Taki głęboki czas zanurzenia w śnienie przeżyła Miszka z Torbjörnem swej pierwszej zimy. Jak prawdziwe niedźwiedzie w gawrze.

A później przyszła wiosna, pierwsze urodziny Miszki i lato, trzecie urodziny Torbjörna.




Spacery w otoczeniu dzikiej i czystej skandynawskiej przyrody.




Wspaniały czas brodzenia potokami. Jak to mawiają szczęśliwe psy to brudne psy 🥰 

Ale wiemy doskonale, że mastify pirenejskie mają tak niezwykłą samoczyszczącą się szatę, że błota im niestraszne 😁


Po lecie i jesieni nadeszła kolejna zima i niedźwiadki ponownie zanurzyły się w przytulnej gawrze i śniły głęboko. 


Przerywając czasem sen na radosne śnieżne spacery ❄️


A zima w Szwecji potrafi być jeszcze prawdziwa, taką jaką lubią najbardziej górskie mastify.






Zima to też dobry czas na przybieranie innych postaci 😉 choćby Mikołaja 🎅🏻


Gdy nadszedł ostatni dzień roku do chatki na Ziemi Nomadów listonosz przywiózł paczkę. Chyba od tego właśnie szwedzkiego Mikołaja 🎁

Była oryginalnie zapakowana i nie była lekka. Delikatnie rozpakowałyśmy. A przed oczami pojawiła się oprawiona w ramki Niedźwiedzica, szwedzka Miszka. Dorosła piękna ukochana suczka. 


Dużo radości z portretu Miszki i drugiego prezentu jaki zapakowała Laila, bombonierki z przepysznymi pralinami. Staliśmy się rodzinnie fanami pralinek Aladin 🤎♥️🤎



Jesienią pojawiła się w obejściu Torbjörna i Miszki nowa dziewczyna, pięknie nakrapiana 16-letnia kucyczka Tamara. Dołączyła do 22-letniego muła Svena.


Rok wcześniej odeszła Jego przyjaciółka od 15 lat, 38 letnia Cilla.


Smutny Sven długo nie mógł się pogodzić z Jej odejściem. Żegnał i nie mógł Jej opuścić. Przywiązanie ogromne. 


Smutek zawsze towarzyszy nadejściu Śmierci. Gdy przychodzi Ona po ludzi, zwierzęta w dostojnym wieku, gdy czujemy że już czas, wtedy Jej nadejście jest naturalne i nie buntujemy się na nie. Choć jest ciężko to czujemy, że jest częścią losu każdej Istoty. 
Żyjąc od 5 lat ze zwierzętami na Ziemi Nomadów często spotykamy się ze Śmiercią. Jagniąt, koźląt, źrebaków, szczeniąt, kociąt. Kur i kurczaków. Ale i będąc tak blisko dzikiej przyrody napotykamy na codzień  ciała dzikich zwierząt, borsuków, jeży, ptaków.
Oswajamy ten ważny aspekt. Życia z nieodłączną śmiercią.

Na Świętej Górce, miejscu kultu Ziemi Nomadów spoczęły te z którymi czuliśmy wyjątkową więź. Trzymają tam Przestrzeń, czuwają nad całym stadem zwierzęcym i ludzkim. 


Dziś dowiedziałam się o nagłej śmierci młodego Torbjörna, przyjaciela Miszki. Psa, który nie dożył swoich czwartych urodzin. Odszedł po trudnym czasie choroby. Od ponad roku cierpiał na epilepsję. Nasiliła się w ostatnim czasie. Ogromny smutek, poczucie niesprawiedliwości, to nie ten czas, mógł jeszcze tak wiele lat przeżyć w radości, zabawie i zimowym śnieniu.
Zasnął na wiosnę. Na zawsze. Wdzięczność za ten wspaniały czas jaki dałeś Miszce. Nauczyłeś Ją tak wiele. Byłeś opiekunem, przyjacielem, wyrozumiały, uległy, zgadzający się na odbieranie smacznych kąsków. Śnij Torbjörn najwspanialszy sen swego istnienia. 


Miszka zaopiekuje się wszystkimi za Was dwoje. Ona wszystko czuje i rozumie. Stara się nie smucić, choć w głębi serca tęskni.


A w Krainie Śnienia napewno będziecie spotykać się i hasać razem po łąkach, brodzić po potokach.