To już staje się tradycją, majowa wystawa w Ustce.

Rok temu na Dzień Matki, teraz w imieniny, świątecznie więc i w nastroju obdarowywania.
Rok temu MoonRi rozpoczął w Ustce championat młodzieżowy. Nie zdążył go skończyć, ale byliśmy na dobrej drodze 😊
Tym razem wystawa w Ustce zaowocowała rozpoczęciem championatu dorosłego. Na jego ukończenie nie mamy terminu, choć nie do końca. Zaczął w klasie pośredniej a zakończy najwcześniej za pół roku, czyli w klasie otwartej. Ewentualnie w użytkowej jeśli zda egzamin pasterski HWT TS. Wtedy już będzie mógł na wystawach prezentować swe wdzięki 😉 w klasie dla pastuszków 🐑
Pojechaliśmy do Ustki pociągiem, ze względu na oszczędzanie kolana, pękniętej łąkotki. Jazda samochodem skutkuje długotrwałym bólem, więc wyprawiam się już tylko najdalej do Olsztyna.
Tym razem postanowiłam skorzystać z weekendowej oferty PolRegio i wykupiłam bilet miniturystyczny. 48 zł za korzystanie do woli z pociągów regionalnych. Dodatkowo w ramach Taryfy Pomorskiej obowiązującej na terenie woj.pomorskiego psy jeżdżą za darmo. Mimo, że Elbląg już w warmińsko-mazurskim to jest on granicą tej taryfy. Moja trasa do Ustki rozpoczęła się o 20 w Olsztynie Zachodnim, tam mam i bliżej od domu i łatwo znaleźć miejsce parkingowe.
Pojechałam z MoonRi’m do Gdańska, konkretnie do Wrzeszcza gdzie zanocowałam u Mamy. Rano zdążyłam się jeszcze wykąpać. Spacerek poranny we Wrzeszczu pod parasolem.
I wyruszyłam kolejnym pociągiem do Ustki. Przesiadka w Słupsku. Akurat dzień był wyjątkowo deszczowy, w Słupsku przeżyliśmy ulewę. Na szczęście jeden dach nad jednym peronem, w trakcie remontu dworca, się uchował, więc daliśmy radę by nie stać się zmokłym kurami 😆
Prognozy pogody były tak zmienne i różne na różnych portalach, ostatecznie ta z weather.com najbardziej się sprawdziła.
Jak wysiedliśmy w Ustce, po długiej ulewie, zaczęło nagle wychodzić zza chmur słońce.
Mieliśmy niecały kilometr do wystawy, a do godziny wystawiania niecałą godzinę. Spokojnie spacerkiem dotarliśmy na miejsce, po drodze spotkaliśmy nawet wielką mewę żółtodziobą.
Jedynym utrudnieniem był bagaż, z racji zmiennej pogody miałam ze sobą i kurtkę i ciepłe ubranie. Nawet rękawiczki i czapkę, które bardzo się przydały w Słupsku gdy ochłodziło się bardzo. A szans na przeczekanie godziny w sali dworca nie było, cały dworzec rozkopany i nie ma poczekalni.
Jak już doszliśmy na miejsce okazało się że w przeciwieństwie do poprzedniego roku ring szetlandów był w części zamkniętej MOSiRu, na boiskach tartanowych gdzie rok temu braliśmy udział w finałach. Rok temu ring gdzie wystawiliśmy był zlokalizowany na terenie otwartym. Było tam więcej przestrzeni i mniej zagęszczenia wokół ringu.
Jednak mimo że tym razem było ciaśniej pogoda przynajmniej dopisała. Nasze przygotowanie do wejścia na ring trwały ekspresowo. Przeczesanie, przetarcie oczu, znajoma hodowczyni doradziła by łapki lekko ubrudzone po drodze błotem przetrzeć ręcznikiem pod włos. Idealnie podziałało i przywróciło łapkom biel.
Sędziowanie z racji pogody i obecności wszystkich wystawców rozpoczęło się przed czasem, nie długo ok.5-10 minut (w każdym razie o porze gdy szetlandy miały się rozpocząć był już koniec sędziowania).
W ostatniej chwili jak już wchodziliśmy na ring zdałam sobie sprawę że nie wyciągnęłam z plecaka żadnego smaczka a jednak na ringu warto mieć coś co przyciągnie zainteresowany wzrok psa. Joanna, ta która podpowiedziała z łapkami, szybko poratowała Mnie parówką, na szczęście w małych kawałkach, miałam więc wystarczająco smaczków na różne momenty prezentacji MoonRi’sia.
MoonRi zaprezentował się pięknie. Nie miał konkurencji w swej klasie ale nie ma to znaczenia, przekazałam się o tym kilkakrotnie na innych wystawach. Jeśli pies się sędziemu nie spodoba to mimo że jest sam na ringu nie oznacza że osiągnie ocenę doskonałą czy certyfikaty, tytuły.
Tym razem MoonRi był w typie sędziny, tej samej zresztą co na sobotniej wystawie rok temu. Przyznała Mu ocenę doskonałą i wniosek na championa Polski CWC. Nawet opis otrzymał, co nie jest standardem.




















































